Kilka słów o „Zimnej wojnie”

Kilka słów o „Zimnej wojnie”

„Zimna wojna” jest podobnie jak dwa inne najwybitniejsze polskie filmy o (nie)miłości, czyli „Pociąg” i „Jak być kochaną” – kryptomelodramatem. Nie mówię tego, żeby zdyskredytować bardzo udany film Pawła Pawlikowskiego. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fakt, że przeszkody na drodze miłości Wiktora i Zuli są szyte grubymi nićmi. Trudno przecież uwierzyć, że nie mogą się kochać przez Historię, Polską Pogmatwaną Tożsamość i Domniemaną Powojenną Traumę. Nie ma w tym filmie łatwego wzruszenia, nie ma nawet chemii między Joanną Kulig i Tomaszem Kotem, który powiedzmy to sobie wprost, średnio sprawdza się w rolach amantów. 

A jednak „Zimna wojna” nosi znamiona wielkości: w bezwstydnym przyznaniu, że my, Słowianie, jesteśmy jacyś inni, w dowcipnym celebrowaniu tej inności, twórczym przetworzeniu muzyki ludowej i odkryciu na nowo talentu Joanny Kulig, dziewuchy nad dziewuch. Mam duży problem z pospiesznym, wysilonym zakończeniem, które wygląda jak jakaś wpadka, ale cała przedodwilżowa część jest wybitna. Obejrzę jeszcze raz.

 

Dodaj komentarz

Close Menu