Słodkie pigułki z gorzkim środkiem. O „Bożym ciele” Jana Komasy w październikowym numerze „Vogue Polska”

Słodkie pigułki z gorzkim środkiem. O „Bożym ciele” Jana Komasy w październikowym numerze „Vogue Polska”

(…)

Po sukcesie „Miasta 44” Jan Komasa wraca z dużo skromniejszym, wręcz kameralnym dramatem. – Wiedziałem, że gdybym nakręcił kolejny film w podobnym klimacie, to bym się zakleszczył, nie uwolniłbym się od łatki reżysera od wielkich historycznych tematów – mówi. Punktem wyjścia do Bożego ciała była notka prasowa o młodym mężczyźnie, który przez kilka miesięcy podawał się za księdza. Wyglądało na to, że nie robił tego z przyczyn ekonomicznych, a z powołania. Dlaczego nie poszedł do seminarium? Nie wiadomo. Gdy Komasa przeczytał scenariusz debiutującego scenarzysty Mateusza Pacewicza, od razu poczuł potencjał dramaturgiczny tej historii: – Spodobało mi się, że może wyjść z tego komedia pomyłek o gościu, który został wzięty za księdza lub film kryminalno-detektywistyczny. Lubię formułę kina gatunkowego, bo pozwala mi dotrzeć do widza z ambitniejszą historią. Gdyby widzowie z góry wiedzieli, o czym opowiadają moje filmy, być może nie chcieliby ich oglądać w piątkowe wieczory. Moje kino to słodkie pigułki z gorzkim środkiem. Nadaję atrakcyjną formę opowieściom, które są bolesne i ciężkie do strawienia.

Więcej w październikowym numerze „Vogue Polska”.

Dodaj komentarz

Close Menu